KONTAKT O KLUBIE CZŁONKOWIE STARTOWISKA WYPRAWY / ZDJĘCIA SPORT SEKCJE AKTUALNOŚCI LINKI SPONSORZY
.
Aktualne newsy:
05.04.2017 − Kopa 2017
30.03.2017 − Artur Kubiński Qubańczyk nie żyje.
14.02.2017 − Akcja Paka 2017
23.01.2016 − Akcja Paka 2016
14.01.2016 − Koszulki
01.12.2015 − Brazylia
30.11.2015 − Faron
29.11.2015 − LP 2015
12.11.2015 − Zakończenie
Archiwum aktualności
SIV - trening bezpieczeństwa przed Brazylią.
09.10.2012
Ekipa z KKP wybierająca sie do Brazylii (o czym już informowaliśmy) traktuje swój wyjazd bardzo, ale to bardzo poważnie. W dniach 8-12 września odbyli kurs bezpieczeństwa, czego naocznym świadkiem był Grzegorz 'Chicago' Krzyszkowski towarzyszący ekipie podczas wyjazdu. A było tak:

SIV - w pięknych górach DACHSTEIN nad jeziorem Hallstatt w dniach 8.-12. września 2012. odbył się kurs bezpieczeństwa.

Mocna ekipa z KKP w składzie Adam Grzech (kierownik zamieszania), Grzegorz Szafranski (chodzący spokój), Karol Szałkiewicz - nawet jak adrenalina sięgała zenitu to uśmiech nie schodził mu z twarzy, Piotr Zakrzewski (zdyscyplinowany perfekcjonista) i JA - Chicago zawsze zadowolony, byle nie było nudno. Ale nie było... Jak sami wiecie nieważne gdzie i jak, ważne z kim się do tej wody wpadnie hi hi.

Kurs zaczęliśmy dość lajtowo, tak to wyglądało z perspektywy, ale na pewno nie pierwszego dnia, gdzie były huśtawki i motyle i inne takie tam - tyle że nie nad wodą!!! Huśtawka lub jak to zwą piczkontrol czyli rozhuśtanie glajta, by doprowadzić do fronta, potem motyl wiadomo dwa stabile z przodu a reszta glajta wraz z środkiem gdzieś z tylu po środku. Klapy z kontrolą lub bez. Myślę sobie luzik, ale okazało się potem po co to to było potrzebne. Zajęcia następnego dnia miały odbyć się nad wodą, która była dość zimna i czyhała na każdego komu się coś popie...ło, lub związało, gdzie nie trzeba.

Dzień nad wodą. Rano odprawa nad jeziorem w pięknej scenerii, zaprawa na SUCHO bo potem może być mokro, na trenażu INSTRUKTOR SLAWEK bujał nas i obracał symulując manewry, które będziemy wyczyniać i co może być, jak coś źle zrobimy. A miały być wejścia w negatywki i wyjścia z przestrzeleniem glajta wraz z jego późniejszą kontrolą, wingowery bez rąk i spirale, ale z rękami, że o fulach i frontach nie wspomnę. Z tych nerwów to pamięć mi siada (jeszcze na górę nie wjechałem, a pampers jakiś ciepły). Ale co tam! Szafranek nas uspakaja: - chlopaki omesie to DHV 1 damy rade! Jakoś słabo mu wierzymy, ale jedziemy na górę Krippstein 2100 m npm i jakieś 1300 nad łąkę.

Adam, Piotrek i Karol polecieli. Mnie i Szafranka łapią pierwsze krople deszczu z rozbudowującej się chmury. Grzesiek odpala w deszczu. Oddalając się od startu zaczyna padać grad, ale Szafranek to twardy gość i nie wymięka z byle powodu. Leci na swoje acro. Ja pozostaję uwięziony na szczycie. Grad zmienia się w deszcz, potem w ulewę i znowu deszcz tylko dołożył się śnieg i tak na zmianę. Piloci z pierwszej tury wjeżdżają odważnie z powrotem na górę. Ale niestety wywalona kasa, a latania niet! Dobrze ze za darmola zwieźli nas na dół.

W tym czasie Adam opowiada o swoich przeżyciach i panowaniu nad sprzętem (jestem pełen podziwu). Szafranek ten to w ogóle - spokój i jeszcze raz spokój i wstrzemięźliwość w słowach ( mój podziw sięga zenitu), Karol nic tylko się USMIECHA. Piotr precyzja w szczegółach, a ja tylko zazdroszczę. Oni inicjację mają za sobą, a ja dalej jak prawiczek muszę czekać do jutra.

Kolejnego dnia startuję pierwszy. Ful stal, klapy, krawaty (nie, nie ubierałem smokingu), fronty. Poszło mi extra!!! Widać przygotowanie mentalne zadziałało, chłopaki mówią, że też ok i takie fule to oni nad Mieroszowem będą robić! Aalllllleeeee następne loty treningowe, dość szybko wyleczyły mnie z hura optymizmu. OMEGA pokazała PAZUR... i tak po froncie na speedzie zawiązała krawat, ciągałem za te sznurki i cieszyłem się, że ich tak mało, ale to nie pomagało, choć poprzednie krawaty rozwiązywałem za specjalne linki lub za pomocą ponownego wejścia w ful-stala wyciągałem, to ten był nadzwyczaj wredny. Glajt nabierał przyspieszenia w rotacji i choć nie byłem skręcony w taśmach, to myślę, że niefajnie tak z dużą prędkością i głupią miną palnąć o wodę, a że lustro było dość blisko (stąd wiem, że miałem głupią minę), więc co? szarpię za to czerwone, wyciągam takie coś białe i wale tym w bok. Wszystko po szarpnięciu za kołnierz ustaje. Zimna woda przywitała mnie radośnie. Mnie i cały szpej. Kamizelka pirotechniczna zadziałała. Woda okazała się miękka i wokoło syczało, bo ja bylem gorący i nawet nie czułem chłodu wody. Łódź asekuracyjna dość szybko dopłynęła i dostarczyła do brzegu. Po suszeniu jeszcze udało mi się zaliczyć jeden lot celem odreagowania i dosuszenia. Dzień następny zapowiadał się niestety deszczowo. Skróciliśmy nasz pobyt na kursie o ten dzień, rezygnując z wykładów i podsumowania, bo tak naprawdę omawianie odbywało się każdego dnia. Zajęcia zaczynaliśmy o 8 rano, a kończyliśmy o ósmej wieczorem.

Jednym zdaniem reasumując całą akcję: warto poznać swojego glajta, by wiedzieć, jak z nim postępować, bo najważniejsze w powietrzu, to nie dać się zaskoczyć... Gorąco polecam!



przygotował Grzegorz 'Chicago' Krzyszkowski




STRONA GLҗNA   |   MAPA STRONY   |   PLIKI COOKIES   |   WEBMASTER   |   FORUM KLUBU   |   ANCYK © 2006   
 

MUZYCZNE RADIO

NADLE¦NICTWO ¦NIE—KA