KONTAKT O KLUBIE CZŁONKOWIE STARTOWISKA WYPRAWY / ZDJĘCIA SPORT SZKOŁA AKTUALNOŚCI LINKI SPONSORZY  
.
Galeria zdjęć
Filmy
XC-Atlas
XC BRAZYLIA




03.12.2012
Wracamy do domu. Z małym poślizgiem, bo burza uziemiła nas na 24h w Sao Paolo. Największe miasto Brazyli zaliczone. Jeden raz wystarczy w zupełności.

Ostatni lot 1-szego grudnia odbył się przy pełnym pokryciu z rana, więc choć nadzieja umiera ostatnia, ja padłem po 20km, Szafranek dołożył drugie tyle i Karkonosze Team zakończył nierówną walkę. Wylądowałem na odludnym polu by w spokoju poskładać Icepeaka, co czasem potrafi zająć trochę czasu, 2 rzędy usztywnień nie da się po prostu wepchnąć nogą do wora ;).

Wieczorem pożegnalna kolacja z przesympatycznym Almeidą, szefem ośrodka i ostatnia kąpiel w basenie. A z samego rana w drogę.

Choć następne termiczne latanie dopiero na wiosnę to już zapraszam chętnych na Quixadę 2013 do kontaktu ze mną. To naprawdę przefajne miejsce do latania, bezpieczne dla w miarę doświadczonych pilotów i bardzo przyjazne dzięki sympatycznym tubylcom.

Razem z Grześkiem chcieliśmy serdecznie podziękować wszystkim którzy wysyłali nam sygnały wsparcia podczas wyjazdu, to zawsze bardzo dodaje skrzydeł. Dziękujemy też raz jeszcze kolegom z KKP, którzy z własnej inicjatywy wsparli naszą wyprawę finansowo.

30.11.2012
Po raz pierwszy pobudka byłą dziś po 6-tej, pełne pokrycie wysokich chmur nie dawało żadnej nadzieji. Uczestnicy XCeara nie mają szczęścia w tym roku. To dziwne zawody, jest z 10 lotniarzy i 5 glajciarzy, wpisowe to prawie 2000 reali, a całe towarzystwo lubi się wyspać, więc kiedy my startujemy oni jeszcze śniadanie jedzą. Nie bierzemy w tym udziału, ale w środę poleciałęm prawie tyle co lotniarze i najdalej z glajciarzy, wracałem wesołym lotniobusem. Ostatniego lotniarza zgarnialiśmy po 21szej, ale był przygotowany bo znaleźliśmy go śpiącego w hamaku, który wozi ze sobą :)

29.11.2012
Wyjazd powoli się kończy, warun niestety też. Jest za dużo wilgoci i noszenia są słabe, a po 230km robi się pełne pokrycie, mamy jeszcze dwa dni ale dystans Rafała jest chyba bezpieczny. Do przyszłego roku :)

Z pozytywów udało się zrealizować plan 300 oraz przetestować nowe glajty. Z perspektywy tych kilkudziesięciu godzin jestem z IP6 bardzo zadowolny, jest bardzo stabilny, choć czuć w nim więcej energii niż w Omedze. Osiągi to inny pułap niż dotychczasowe glajty, choć z porównania w locie widać, że Mantry i TR2 są jednak stopień wyżej. Enzo zaś tylko nieznaczniei odstaje osiągami.

Za rok bogatszy w wiedzę i doświadczenie pojawię się tu trochę wcześniej. Misja 400 trwa :)

25.11.2012
Kolejne dni mijają podobne do kolejnych, 5-ta rano pobudka, 6-ta na start, start przed 8-mą, pierwsze 100km jakich takich chmur, potem bezchmurna i często lądowanie. Szafranek klnie termikę, ale czasem trzeba zacisnąć zęby bo po 170km męki czeka nagroda w postaci pięknych chmur i szerokich noszeń do ponad 3000m.

Utwierdzam się w przekonaniu, że jest to najlepsze miejsce do XC na świecie, a przy tym wcale nietrudne do latania. Mrożące krew w żyłach historie są zdecydownie przesadzone, wiatr na starcie bywa silny ale laminarny, więcej przewiań zdarza się na Mieroszowie, latają tutaj na glajach 1-2 i nic się złego nie dzieje, a już na 2-kach jest bardzo wielu pilotów.

20.11.2012
Nareszcie zrobiło się trochę więcej chmur. Od tego stopnia, że ranek 18-tego powitał nas pełnym pokryciem. Szafranek przebił się do godz 11-tej kiedy to niebo się otwarło i Grzesiek zaleciał na 301-szy kilometr. Jacek i ja jechaliśmy za nim autem razem z kierowcą, ale gdy zobaczyłem że pogoda się poprawia, szybko podjąłem decyzję, że lepiej wracać 100 km na stopa niż gonić Grześka autem i stracić kolejny dzień po niedospanej nocy.

Następnego dnia Grzesiek odsypiał, a ja o 8-mej byłem już na przelocie, po ciężkiej pierwszej godzinie zaczął się piękny lot, noszenia do 7m/s, chmury i silny wiatr. Niestety lecąc z wiatrem zabrnąłem trchę zbyt daleko na północ i musiałem trawersować, a w końcówce natknąłem się na bryzę od morza, która być może pozbawiła szans na rekord. Ostatcznie wario pokazało 340 w lini prostej... Cóż, jest motywacja na kolejne dni :)

Dzisiaj ja odsypiam, chłopaki solidarnie dali w glebę, więc jutro zaatakujemy razem.

18.11.2012
Dziwne jest to miejsce, jeśli rano kropi i jest pełne pokrycie to nie oznacza że nie ma latania, jeśli jest blacha to nie oznacza że nie da się pociągnąć pod 400 :)
Ostatnie parę dni mamy kryzys motywacji, dwa dni i dwa ładne loty Włochów na bezchmurnej pokazały, że się jednak dało, może nie rekord Polski, ale blisko. Inna sprawa że warun był dość loteryjny, posadził większość wyjadaczy. Dziś zaczęło się od mżawki, pierwsze 2 godziny w pełnym pokryciu, w tym ponad pół godziny heroicznego żagla nad hotelem 10km od startu. Potem się ruszyło. Grzesiek ma już ponad 20 km0 i jest na czele stawki, ale dzień jest raczej wolny. Ja już nad basenem, nie wytrzymałem psychicznie poranka :) Może jutro się uda.

14.11.2012
Pogoda od kilku dni nie rozpieszcza, albo za silnie wieje, albo zaciągnięte wszytsko z rana, a po południu bezchmurnie. Latamy po kilkadziesiąt kilometrów dziennie zakładając, że jak warun nie wygląda na 350 to lądujemy tak żeby do 5-tej być w hotelu, potem basen, piwo, a rano o 5-tej pobudka i na start. Dziś Szafranka zaatakował ptak, wyszarpał mu w glajcie parę dziur, potem po dokręceniu podstawy i przeskoku zaparkowaliśmy całym stadem nad skalnym ostańcem wysokości 300m i przez pół godziny żaglowaliśmy w zerkach. Najważniejsze to nie stracić motywacji przed dobrym dniem.

Dwulinowce spisują się doskonale, Icepeak i Coden mają podobne osiągi, doskonale szybują i są bardzo stabilne, szczególnie na speedzie, wrażenie w locie jest nieporównywalne do klasycznych 2-3, to zdecydowanie najllepsze skrzydła na jakich zdarzyło nam się latać.

11.11.2012
Kolejny dzień przyniósł ładne chmury, niestety kiedy już staliśmy gotowi do akcji, pilot na Omedze puścił sterówki po starcie i za chwilę w z krawatem i w spadochronowaniu znalazł się w krzakach. Na szczęście nic mu się nie stało ale nasz start opóźnił się o godzinę. lot bardzo fajny, choć momentami spadaliśmy nisko, a i kominy turbulentne były. Na końcu rozlne chmury z deszczem pod nimi odcięły nam ostatnią godzinę i zabrakło trochę do 3 z przodu. Lecieliśmy cały czas wspólnie z Szafrankiem, lądowaliśmy też na jednej łące, choć Grzesiek mógłby jeszcze z parę kilometrów podciągnąć.

Powrót nienajgorszy, ale następnego dnia po locie w okolicach 300km raczej latać się nie da, byliśmy w hotelu ok 3:00 nad ranem a tu na latanie wstaje się o 5-tej...




08.11.2012
Wczoraj wykonaliśmy lot po 100km. Zaczęło się obiecująco. Wczesny start, fajne chmury, ale po 60km chmury zniknęły, a termika zrobiła się pourywana i nieprzyjemna. Po lądowaniu małe zamieszanie ze zwózką, bo rozlecieliśmy się trochę, a wieczorem w Fortalezie odbiór Czapkersa.

Dziś na start jechaliśmy bez przekonania po trochę niedospanej nocy, więc silny wiatr skutecznie nas zniechęcił, mogliśmy za to podziwiać jak X-Alper na Aspenie został przedmuchany za górę. Po pół godzinie był z powrotem i powtórzył cały manewr. Kiedy zjeżdżaliśmy pędził z powrotem na start po raz trzeci.

Jutro wyspani spróbujemy polecieć we trójkę żeby się wspierać, jeśli pogoda dopisze. Latanie tu jest raczej proste, miejsc do lądowania sporo, nie potwierdziły się pogłoski o bezkresnym morzu kaktusów. Start z pomocą Paola i ekipy jest bezproblemowy. W powietrzu z reguły od razu "puszcza" chociaż siła wiatru na starcie dochodzi wtedy do kilkudziesięciu km/h!!! Lądowania w środku dnia bywają za to mocno dynamiczne:)

07.11.2012
Dzień pierwszy.
Trzeba było ogarnąć logistykę z rana, spoty, telefony, auto, kierowcę co nie gada nic po ludzku...
Na starcie lekki stres. Startowanie robi wrażenie. Wiało bardzo, ale ponoć słabo jak na Quixade:). Z pomocą Paola start bez problemu, potem kwadrans szukania termy i chmura. Chmura ładna, ale też i ostatnia, potem zrobiło się niebiesko. Dałoby się może ze 200km uciągnąć ale woleliśmy lądować na głównej drodze. Leciało się nisko i powoli. Jakiś lokales rzucał pakę, kominy wąskie do 6m/s. Generalnie miejscówka trochę jak RPA. Wieczorem zdążyliśmy jeszcze wykąpać się w basenie hotelowym:). A jutro spróbujemy trochę więcej zawalczyć...

przygotował Adam Grzech


SPOT Adama Grzecha

SPOT Grzegorza Szafrańskiego





Zdjęcia z tego wyjazdu znajdziesz w uzupełnianej na bieżąco galerii − folder: Brazylia (listopad 2012).
Film z wyprawy: Brazylia 2012.


STRONA GLҗNA   |   MAPA STRONY   |   WEBMASTER   |   FORUM KLUBU   |   ANCYK © 2006   
 

MUZYCZNE RADIO

NADLE¦NICTWO ¦NIE—KA