KONTAKT O KLUBIE CZŁONKOWIE STARTOWISKA WYPRAWY / ZDJĘCIA SPORT SZKOŁA AKTUALNOŚCI LINKI SPONSORZY  
.
Galeria zdjęć
Filmy
XC-Atlas
Posadzić drzewo, zbudować dom, spłodzic syna... i polatać w Dolomitach.


13.01.2011
Witam serdecznie Czytelniku,
mam na imię Grzegorz i chcę Ci opowiedzieć pewną historię.

Historię o Dolomitach, o miejscu, którego piękna nie można opisać, o pokonywaniu wewnętrznych barier i spełnianiu marzeń.

Ale od początku. Po kilkuletnim okresie emigracji i latania tylko na nizinach, gdzie wzniesienie większe niż 10-15 metrów nazywaliśmy "górką", a adepci latania ćwiczyli tam pierwsze kroki, wróciłem w tym sezonie w góry.

Na początku pierwszy wyjazd w Alpy do Graifenburga, potem kolejne. Latanie jest zupełnie inne, ale powoli przełamuję blokady i moje doświadczenie "nieśmiało" rośnie. Pod koniec sezonu pada hasło: "jedziemy w Dolomity" i tu tak naprawdę zaczyna się opowieść o wielkim szacunku, górach, ich potędze oraz majestacie.

No cóż, rzekło się - jedziemy. W aucie siedzi troje pilotów i ja. Po czasie okazuje się, że ta trójka to "stare wygi, orły", a ja to taka kura której wydaje się, że lata. Wjechaliśmy w Dolomity. Wszyscy gadają jak nakręceni, a mi jakaś kula rośnie w żołądku i nie pozwala na zbytnią wesołość. Robię się markotny. Nic, tłumaczę sobie, to tylko chwilowa niestrawność po włoskim jedzeniu, ale jak na złość kula jest coraz większa, jak te 1000 metrowe kamienne ściany dookoła mnie. Każdy powie "normalka", ale jak kula ziemska może zmieścić się w jednym małym żołądku? Stosuje dietę by coś takiego mi tam się nie robiło... ale przecież nie miało być o ósmym pasażerze tylko o lataniu... i właśnie, tu leży pies pogrzebany.To znaczy może nie dosłownie, ale pogrzebany start pilotów co przyjechali latać i kury co tak się "zapowietrzyła", że o mało co nie byłoby o czym pisać.

Wlazłem na startowisko pod Lokomotywą. Może to i lokomotywa? Wszyscy się zachwycają, a moja kula nie mieści się w żołądku tylko pcha w kończyny i w kręgosłup, paraliżując mnie doszczętnie. Poddaję się i w ostatnim tchnieniu mówię pokornie: nie jestem gotowy tu, o wy wielkie Dolomity, moim skrzydłem mieszać powietrza. Ale od czego jest negocjator dla samobójcy? Tak i tu pomogli jak zawsze niezawodni koledzy, na początku łagodną perswazją, następnie czynem (nie, nie zbili mnie) i spowodowali, że wystartowałem.







Moja wyobraźnia szaleje: wiatry dolinowe, skalne granie, brak widocznego lądowiska oraz widok 1000 metrowych ścian w niewielkiej odległości dopełniają dzieła spustoszenia w mojej psychice. Boże, co ja tutaj robię w powietrzu? Przed startem wysłuchałem instrukcji, że po starcie należy wykręcać się blisko ścian, to i tak latam, aż nagle słyszę w radiu: z tą bliskością to nie przesadzaj bo zawadzisz stabilem! Ze strachem myślę, że się nie wykręcę i będę musiał wlecieć w zabijające w mojej wyobraźni doliny. Stabilo mojej Omegi jest jakiś metr od skał − ups, fakt, przesadziłem.

No tak, jestem w powietrzu, ale przez to, że guzdrałem się na starcie, Dominik i Krzyś mają problem ze startem. Ruszył wiatr dolinowy i wieje im w plecy z rosnącą siłą. Zaczyna robić mi się głupio. Ale wróćmy do uprzęży huśtającej się na dość znacznej wysokości (Impress po wczorajszych regulacjach nadszyszkownika grzegorza, zachowuje się rewelacyjnie), skały jednak nie zabijają, a wraz z wysokością góry maleją i ta cholerna kula w moim żołądku gdzieś znikła.

Nie, nie będzie tak dobrze. Słyszę w radiu: zbij trochę wysokości to porobimy jakieś ujęcia. Kurde − myślę sobie − zwariował! Jak to, drugi raz mam latać przy samych skałach?! No nic, zbijam wysokość i znowu lecę do tych skał. Przydał się ten manewr, bo za pierwszym razem byłem tak spięty, że nie zauważyłem, że te granie "żyją"! Tak żyją bo jest na nich pełno alpinistów. Zadowoleni, że nie jesteśmy tu w ogromie tej ściany sami, machamy do siebie i pokrzykujemy. Jest wspaniale!

Ale nie ma zmiłuj się, robimy wysokość i lecimy dalej. Pada hasło: nad Langkofel. Jak lecimy, to lecimy. Przysysam się do nadszyszkownika jak rzep i lecę. Jak wszyscy to wszyscy, babcia też ;-) Po przeskoku wykręcając wśród prawdziwych smoczych zębów (żeby nie było, że jest "lajtowo") lekkie rozluźnienie i... klapa. Dość gwałtowna, ale poziom cukru i ciśnienie wróciły (po wystartowaniu) do poziomu nie zagrażającego podstawowym funkcja życiowym więc uporałem się z nią dość szybko. Pytam: "o ku....wa co to było?". Słyszę w radiu: "rączki nie dość czujne". Haha, łatwo mówić, ale jest dobrze. Jest zabawa. Zęby Smoka już są pode mną. Kurcze, to naprawdę trzeba zobaczyć i przeżyć. Tam trzeba być.

Kolejna dobra nowina: Domino już jest w powietrzu i wykręca się. Udało mu się wystartować mimo wiatru w plecy. Krzyś melduje, że jedzie na inne startowisko. Lecimy razem nad Marmoladę, po drodze kolejny test odporności psychiki nad Ambasadorem gdzie wario się zamknęło. Tam był naprawdę ekspress do nieba. Kiedy dolatujemy nad południową ścianę Marmolady, podstawy chmur są jeszcze poniżej wierzchołka. Nasz alpejski przewodnik proponuje alternatywnie cross-country przez Dolomity. Taki powrót do apartamentu położonego 3 godziny jazdy samochodem już w innym rejonie Alp. I co my na to? No jak myślicie, co zrobiliśmy? To było latanie życia.

Pomoc kolegów i poświecenie na starcie zostało nagrodzone. Dominik i Grzegorz wracają przez masywy Dolomitów do domu i lądują w Deszczowej Dolinie pod hotelem. Ja ląduję w połowie trasy na przepięknym płaskowyżu, a Krzyś dostaje wspaniałą nagrodę za to, że poświecił swój czas, który był najlepszy do startu i udało mu się po południu wylądować na Marmoladzie.

Musze przyznać, że jestem bardzo wdzięczny za opiekę w pierwszej fazie lotu Grzesiowi Olejnikowi, a Dominikowi i Krzysztofowi za pomoc i cierpliwość przy starcie. Ponoć poleciały na mnie różne takie, ale to tylko ponoć, a ja nic nie słyszałem :-)

Mam teraz takie marzenie... aby wylądować na Marmoladzie, ale pod warunkiem, że będzie to z takimi kumplami ja WY, bo takie właśnie latanie mi najbardziej odpowiada.

Z podziękowaniami za koleżeńskie wsparcie i wspaniale chwile w powietrzu.

przygotował: Grzegorz Krzyszkowski

PS. Krzyś Makowski jest dwunastym Polakiem w klubie Marmolady.
Film autorstwa XCCzapa Dolomity 2010.

STRONA GLҗNA   |   MAPA STRONY   |   WEBMASTER   |   FORUM KLUBU   |   ANCYK © 2006   
 

MUZYCZNE RADIO

NADLE¦NICTWO ¦NIE—KA