KONTAKT O KLUBIE CZŁONKOWIE STARTOWISKA WYPRAWY / ZDJĘCIA SPORT SZKOŁA AKTUALNOŚCI LINKI SPONSORZY  
.
Galeria zdjęć
Filmy
XC-Atlas
XC Africa


12.12.2009
Jesienna pogoda w Europie nie sprzyja sportom lotniczym. W tym roku wybór padł więc na południową Afrykę.

Większość turystów pamięta cywilizowane okolice Cape Town lub słonie i żyrafy w parku Krugera. Ale większość interioru to płaskowyż o suchym klimacie, z nielicznymi miastami i rzadką siecią, nie zawsze asfaltowych, dróg. Prosto z lotniska w Johanesburgu ruszamy w 8 godzinną podróż do De Aar, niewielkiej osady leżącej 1200m n.p.m. Wokół rozciąga się księżycowy krajobraz, nieliczne wzgórza z płaskimi szczytami i bezkresny step. De Aar słynie ze stabilnej pogody i silnych wiatrów pozwalających na dalekie loty. Równie rekordowe są osiągane wysokości. Rozgrywane zawody goszczą kilkudziesięciu pilotów z całego świata.

Do startów używa się tutaj wyciągarek linowych.

Pierwsze dni nie są zbyt udane. Wieje silny wiatr ale nie da się wznieść wyżej niż 3000m, co przy tak wysoko położonym terenie sprawia że trudno o dalekie loty. Ograniczamy się więc do kilkudziesięciu kilometrów. Cierpliwi latają dalej, Karel Vejhodsky lecąc ze mną wykręca się z 25 metrów, dzięki temu, że ja dając w glebę urywam komin..

Trzeciego dnia pojawiają się chmury zwiastujące dobre warunki. Po starcie w silnym wietrze wypinam się z liny holowniczej i od razu wpadam w komin który zabiera mnie na wysokość 3 kilometrów. teraz dopiero widać piękno tego niesamowitego miejsca! Nie widać natomiast oznak cywilizacji, poza ledwie widoczną z tej wysokości nitką drogi. Trzeba bardzo uważać aby nie oddalić się od niej zbytnio. Na olbrzymich farmach hoduje się nie tylko bydło. Wiele tysięcy hektarów to rezerwaty dzikiej zwierzyny, bawołów, nosorożców i lwów. Lądowanie w takim terenie może się źle skończyć.

Wiatr pcha mnie jednak w innym kierunku i nierzadko muszę ryzykować długie przeskoki nad buszem. Wiem że za kilkadziesiąt kilometrów powiniennem natrafić na kolejną drogę ale i tak wpatruję się z niepokojem w teren pod sobą. Jest troche drobnych dróżek, ale nie bardzo wygląda żeby coś po nich regularnie jeździło.

Do końca dnia udaje mi się pokonać 150km, ląduję szczęśliwie w pobliżu gruntowej drogi, ale samochód podążający za pilotami odnajduje mnie dopiero po zmroku. Trochę w tym mojej winy, bo jestem przekonany, że wiem gdzie wylądowałem, na szczęście przejezdny farmer wyjaśnia błąd ekipie zwózkowej. Jumbo słusznie mnie opiernicza. W drodze powrotnej przed maskę wybiegają z ciemności kojoty, antylopy i hiena. Na szczęście kierowca jest na to przygotowany.

Następne dni upływają pod znakiem burz, ale pod koniec wyjazdu pogoda znów się poprawia i dwa dni z rzędu latamy ponad 200km na wysokościach powyżej 4,5 km. Pierwszy lot zaczynamy w pełnym cieniu od rozlanych chmur. Bez większych nadziei krążymy z Jumbem i Garym z Kalifornii w niezbyt mocnych noszeniach. Później akcja się rozkręca, podstawy podnoszą i przyśpieszamy. W pewnym momencie Boomerang Jumba zwala potężną klapę i wpada w spirale z krawatem, a za chwilę w SATa. Dopiero 1000m niżej pilot wyprowadza skrzydło, a za kilka minut dołącza do mnie. Końcówka należy jednak do niego, my z Garym padamy tuż przed granicą 200km.
Szczególnie zapada mi w pamięć lot na wschód ostatniego dnia, na horyzoncie widać już góry Lesotho a pod sobą mam potężne rozlewisko Garieps Dam, sztucznego zbiornika na Orange River. Od 130km właściwie cały czas szykuję się do lądowania, ale kominy znajdują mnie i laduję na drodze asfaltowej na 199km w lini prostej.

W dniu powrotu samolot mam dopiero wieczorem, więc korzystając z uprzejmości lokalnych paralotniarzy mam jeszcze okazję polatać nad przedmieściami Johanessburga. Ponoć lądowanie tutaj jest bardziej niebezpieczne niż w rezerwacie. Na szczęście obywa się bez przygodnych lądowań i wieczorem odlatuję, tym razem rejsowym boeingiem, do deszczowej Europy.



wstecz

przygotował: Adam Grzech


Zdjęcia z tego wyjazdu znajdziesz w galerii − folder: RPA (listopad 2009).

PS: Adam jest jednym z najbardziej utalentowanych pilotów XC w Polsce. Startując w światowej serii zawodów w przelotach: 2009 XC-Open World Series udało mu się zdobyć 4 miejsce  w klasyfikacji generalnej klasy serial (Omega 7), tuż obok Tomka Machałowskiego (Poison 2), który zajął doskonałe drugie miejsce.

STRONA GLҗNA   |   MAPA STRONY   |   WEBMASTER   |   FORUM KLUBU   |   ANCYK © 2006   
 

MUZYCZNE RADIO

NADLE¦NICTWO ¦NIE—KA